2. Opowieści Mafii - Averill Bronson

fot. Pinterest

Cholera, nie miałem pojęcia, co będzie dalej z Elaine. Musiałem to skonsultować z Szefem. Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że sobie nie poradzi z tym, co miała okazję widzieć, ze wspomnieniem tamtych uczuć oraz z tymi aktualnymi. Sam nie wiedziałem za bardzo, co z tym zrobić dalej… Przypominało to trochę stan Innej, kiedy budziła się zdezorientowana. Uspokajanie, uspokajanie, uspokajanie do skutku, a także środki nasenne. Tylko że Inna nie pamiętała, a Elaine była w centrum wydarzeń. Za ten drobiazg skłonny byłem pokochać Wairuę… Ale musiałbym pominąć fakt, że zmęczenie i dezorientacja Innej wynikała z jego lekkomyślnych działań.
Tak też weszliśmy do środka. Było podejrzanie cicho, jak gdyby nikogo nie było w mieszkaniu. Dobrze. I niedobrze. Dokładnie tak wyglądało życie u boku demona… Wszystko miało dwie skrajne strony medalu, totalny chaos.
Naprędce zaparzyłem herbatę, mówiąc Elaine jakieś słodkie, urocze słowa. Działało. Uspokajała się. Czuła znużenie. Kiedy tylko napije się gorącej herbatki ze środkami nasennymi, odpłynie w piękny sen. Odpocznie. Prześpi się. Kiedyś, po którejś z kolei takiej drzemce obudzi się i stwierdzi, że wszystko jest okej, a tymczasem musiałem być przy niej i czuwać, by nic nie zaburzyło jej powrotu do względnej normalności.
Ułożyłem Elaine do snu, nawet pozwoliłem sobie na cmoknięcie jej w czoło, czego chyba już nie zarejestrowała swoimi zmysłami. Okryłem ją ciepło i wymknąłem się ze swojej sypialni. Wtedy dopadła mnie wściekłość. Byłem kretynem, że spuściłem ją z oczu, że olałem śledzenie jej w trakcie pracy w Lagunie… No kurwa! Prawdopodobieństwo, że ktoś postanowi napierdalać się nieopodal niego było znikome, a jednak! I teraz miałem za swoje. I drugie takie dostanę od Szefa, kiedy tylko się dowie o stanie Elaine, o tej całej akcji. Miałem aby nadzieję, że rebelianci to ogarnęli. O ja jebie…
Miałem już sięgnąć po piwo z lodówki, kiedy moją uwagę zwróciło coś jakby skrzypnięcie. Ledwo słyszalne. Może wymyślone? Może to kwestia siódmego zmysłu, który próbował mnie jakoś zaalarmować, że drapieżnik jest tuż nieopodal? Cóż, jak gdybym za miało miał na dziś problemów, Wu znajdował się w mieszkaniu i się czaił, a skoro nie wyskakiwał jak Filip z konopii…
Wściekły pchnąłem drzwi i namierzyłem go wzrokiem, ogólnie zmierzyłem od stóp do głów i wyrwałem mu z rąk tę figurkę, o ile wciąż ją ściskał przez ten czas. Jakby nie patrzeć, chwilę mi zajęło położenie spać Elaine.
A mogło być tak pięknie. Mogła nas przywitać mega milutka Inna… Mogła. Ale nie przywitała. Nie sądziłem jednak, że Wu postanowi być na tyle grzeczny, by poczekać na mój powrót, kiedy ostatnie miesiące miałem mega zapracowane. Przez rudą.
- Co ci? – zapytałem krótko.
I co teraz? Dwóch wściekłych się zebrało.
Młot i kowadło. Mówiłem, że z demonem pod jednym dachem nic nie mogło być łatwe. Musiało się pierdolić. Demon potrzebował atencji, a ta, cóż, raczej w stu procentach wyrywała się ku problemom emocjonalnym Elaine Weasley. Już nawet w dupie miałem siebie, mój los i wszystko inne, co mogło mnie dotyczyć mniej lub bardziej, ale Elaine... Jak mogłem pomóc jej w poradzeniu sobie? Przecież to ją zniszczy. Przez odczuwane nadmiernie emocje, była wrażliwsza od innych, a jeszcze... Ja jebie. Odbierała to wszystko, co tam się działo, tak bezpośrednio. Nie mogła się od tego odciąć. Nie mogła czuć. Wręcz przeciwnie, czuła zdecydowanie zbyt wiele. WSZYSTKO. I to była przerażająca wizja.
A jeszcze Wu... Wu, nie Inna. Postanowił robić mi wyrzuty w tej chwili, kiedy nie miałem do tego głowy, cierpliwości, niczego.
Wyprostowałem się wściekły, by jeszcze bardziej powiększyć dzielącą nas różnicę wzrostów. Wu był groźny, ale jego wzrost był cholernie śmieszny. I niech mi jebnie w jaja, chuj. Jeśli dzięki temu przestanie mnie wkurwiać, to ja to z lubością przeboleję... ALE NIE, BO TO WU. ON NIE MÓGŁ. SIĘ POWSTRZYMAĆ. NIC.
- Waż na słowa - odwarknąłem. - To Elaine. I ma problem. My mamy problem. Kurwa, chyba wszyscy mamy. Zjebało się... I NIE PATRZ TAK NA MNIE. Kurwaaa... Wairua! Nie widzisz, że jestem wściekły?! - zapytałem go i chyba jednocześnie poinformowałem, bo jego myśli były tak liczne, że nie wszystkim poświęcał należytą uwagę. Był z tym niezwykle uroczy... Ludzki nawet, niesamowicie ekstrawertyczny, dzięki czemu dosyć często po pijaku pakował nas w jakieś odjechane akcje, ale teraz... To nie był dobry moment.
- Muszę pomyśleć. Napić się i pomyśleć - mruknąłem, jeśli odpuścił wyzywanie Elaine od „rudych szmat”. Co jak co, ale jej najdalej było do rudej szmaty i nie omieszkam jebnąć go w szczenę... Nie omieszkam. Niech tylko spróbuje. Chuj, że Inna. Należało mu się i to wiedział. Albo i nie.

Westchnąłem ciężko i poddałem się, przywdziewając nieznaczny uśmiech. Wairua był jak kot. Jego lubieżny uśmiech sprawiał, no kurwa za każdym razem, że rzeczywistość powoli odpływała, przestawała być ważna... i jakby ogólnie istnieć? Niech go... A przecież były rzeczy.... ważne? Awrr. Te demony! Mąciły w głowie, sprowadzały na złą drogę - czy też na jeszcze gorszą, bo w sumie byłem już na złej - i potem obudzę się rano skacowany. Wróć, najpewniej obudzę się po południu, bo poranki to dopiero koniec imprezy, obiady były na kolację, a po obiedzie kolejna impreza? Tak to niechybnie wyglądało.
Kurwa! Wu, Ty jebako! Nie mogę zapomnieć o tym, że jutro prawdopodobnie obudzę się martwy!!!
 - To krewna Szefa, którą niańczę od dobrych paru miesięcy. Jest ważna - zacząłem, a potem przypomniałem sobie moją wspólną noc z Elaine, o której raczej nie powinienem wspominać Wairule, bo się wścieknie zazdrosny. Był niezrównoważony. Nie musiał wszystkiego wiedzieć, choć pewnie i tak wiele się domyślał.
 - Phil mnie zabije. Elaine wplątała się w masakrę przed barem, a teraz jest totalnie rozbita. Miałem ją trzymać z dala od tarapatów... I teraz chuj! Jak mam to odkręcić, jak naprawić?! Tylko na moment spuściłem ją z oczu - wyrzuciłem z siebie podłamany, idąc za Wu niczym cierpiętnik na skazanie, po czym padłem na kanapę w salonie. Byłem, kurwa, martwy. I co z Elaine? Tyle emocji się przez nią przewinęło... Jak ma sobie z tym poradzić?! Co ja mogę zrobić?! Wielkie nic, Wziąłem więc kieliszek z rąk Wairuy i wypiłem za to by mi ziemia lekką była.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

1. Opowieści Mafii - Inna Kulikov | Wairua