1. Opowieści Mafii - Inna Kulikov | Wairua
* * *
Opowiem wam kim jestem, skąd
się wziąłem i dlaczego opętałem właśnie to ruskie dziecko zwane Inna Kulikov. Jestem
Wairua pochodzę z Nowej Zelandii, a właściwie tam zostałem przywołany. Tak przynajmniej
mi się wydaje. Szukałem trochę o swoim pochodzeniu i moje imię z maoryskiego
oznacza duch, czyli prawdopodobnie właśnie tam pojawiłem się jako pierwszy.
Wiele lat przemierzałem kraje szukając swojego miejsca, a pragnąłem tylko krwi,
pragnąłem zniszczyć ludzkie istnienie, co jest wyjątkowo trudne w wykonaniu.
Już nie pamiętam, dlaczego chcę zabijać, ale to siedzi we mnie tak głęboko, że
nie potrafię się przed tym opanować. To jak malarz, który nie potrafi przestać
malować. Jestem artystą. Kontynuując – opanowałem Hitlera, Stalina, rzymskich
wojowników i dowódców, przenosiłem się z jednego kraju do drugiego zasiewając
wśród ludzi ziarno niezgody. To jednak nie pomogło mi ich wyniszczyć. Oni nadal
istnieli, nadal walczyli i nie poddawali się. Zaczynało mnie to denerwować, aż
do momentu, gdy wylądowałem ponownie w Rosji.
Tym razem była to Samara. Bez ciała,
bez człowieka nie mam postaci fizycznej. Bez ludzi jestem zwykłym duchem, który
może zrobić gówno. Czułem tą dziwną energię, która przyciągnęła mnie do
ogromnego domu z czerwonej cegły, gdzieś na obrzeżach miasta. Cały dom emanował
jakąś dziwną, ohydną i rozpustną energią, ale w środku było dziwne, małe
ciepło, które potrzebowało mojej pomocy. W jej żyłach czuć było ten dryg do
morderstwa i strach przed niemocą. W środku panował zaduch seksu i niewoli, a
oprócz tego pożądania, które nie powinno istnieć, które było zakazane i tam skąd
pochodzę było srogo karane. Nawet my demony wiemy, że pewnych rzeczy nie
powinno się robić, nie powinno nawet pojawiać się w tych chorych, zepsutych głowach
ludzi. Tak więc wszedłem do środku i patrzyłem na pięcioletnią dziewczynkę o białych
włosach, która potulnie siedziała w rogu łóżka trzymając na swoich drobnych
nogach głowę mężczyzny. Czułem od niego poczucie winy, czułem jak jego demon
ślini się na sam dotyk tego dziecka. Miałem ochotę go wtedy rozszarpać, ale
zamiast tego podfrunąłem do niej, do tej małej dziewczynki, która dostrzegła
mnie i cicho wciągnęła powietrze do ust. Ona mnie widziała, a to znaczyło, że
była wyjątkowa. Kłęby dymu, z którego byłem stworzony dosięgnęły jej policzka,
a pytanie zostało wysłane prosto do jej umysłu. Czy mogę wejść? Skinęła głową
i tak oto wylądowałem w ciele dziecka żyjąc w jej umyśle i obserwując jej
zmagania z tym podłym człowiekiem, który podawał się za jej brata.
Uczyłem się ludzkich zachowań,
nowych słów i dziwnych zwyczajów. Uczyłem się również korzystać z technologii,
a mała Inna cierpiała. To cierpienie przechodziło również i na mnie. Po pięciu
latach zamordowałem wszystkich w tym domu i uciekłem z tego kraju. Uczyłem
Inne, aby radziła sobie wśród ludzi, aby nadrabiała dziecięcym urokiem, którego
mi brakowało i taktem, o którym zapominałem. Mijały lata, a my nauczyliśmy się
kilku nowych języków i trafiliśmy do Seattle, gdzie pomogłem niekoniecznie
legalnie zdobyć pracę dla Inny, a potem zdobyłem pracę dla siebie w miejscowej mafii.
Byłem genialnym i wspaniałym mordercą bez zahamowani. Brałem każde zlecenie bez
żadnego sumienia. Nie zabijałem tylko dzieci. Dzieci były niewinne, a kobiety –
są potomkami pierwszej demonicy, więc czemu miałbym je oszczędzać?
Gdy Inna miała osiemnaście lat
przydzielono mi partnera, który zamieszkał z nami. Oczywiście Inna nie miała
nic do gadania, a w jakim szoku była, gdy w domu zastała mojego partnera. Nie
był on tylko do zabijania – był również do imprezowania, uprawiania dzikiego
seksu i ćpania. Zapewne miał mieć również na mnie oko, abym niczego nie
spierdolił do czego byłem zdolny.
Mijały lata, a ja przywykłem
do tego, że Averill był mój, do czasu, aż pojawiła się ta pierdolona siksa. Siedziałem
w pokoju Innej – nie uważałem go za swój, ponieważ nie korzystałem z takich
rzeczy jak spanie, czy inne dziwactwa, które ludzie wymyślali. Rozgniatałem
właśnie głowę w jakiejś krwawej grze gore na komputerze. Ave mi zainstalował,
abym mógł mieć jakąś ciekawą rozrywkę poza godzinami mojej pracy. Nie skupiałem
się na fabule, a ponoć jakąś to coś miało. Podniosłem się od komputera słysząc
jak ktoś wchodzi do mieszkania. Musiał to być Ave, bo kto inny ma klucze do
tego miejsca? Uśmiechnąłem się czując przyjemny dreszczyk. Piwko już się
mroziło, a w głowie miałem kilka pomysłów na ciekawą rozrywkę. Podszedłem do
uchylonych drzwi i wtedy zobaczyłem jakieś rude włosy. Nie był to Ave. Złapałem
jakiś kamienny posążek z komody i chciałem już wyskoczyć, aby móc rozkwasić
głowę intruzowi, ale potem usłyszałem jak Ave coś biadoli. Nie wyszedłem, nie
drgnąłem tylko zerkałem jak on nad nią skacze, jak robi jej herbatę i chyba coś
dosypuje do niej. Drżałem z wściekłości. Jak mógł sprowadzać tu jakieś rude
szmaty? Moja dłoń zaciskała się na posążku tak, że chyba palce mi zbielały.
Cały drżałem chcąc nabić ją na najbliższy nóż kuchenny.
Nie wiem czemu mnie tak
sparaliżowało. Nigdy nie byłem w takim stanie. Patrzyłem jak skacze, jak coś do
niej mówi, ale nic do mnie nie docierało. Byłem pewny, że utłukę tę szmatę jak
tylko zostanie sama. Moje dłonie nadal ściskały posążek, a myśli biegały wokół
tego ciemnego kretyna. Czułem się podle wściekły i miałem ochotę jemu też łeb
rozkwasić. Popatrzeć na jego idealnie piękną i zakrwawioną twarz. Był mój i tak
miało być zawsze. Odkąd Phil dopisał go do mnie wiedziałem, że Ave będzie mój.
Kumpel od koksu, muzyki i seksu. O dziwo czułem przyjemność z seksu. Czasami,
gdy byłem na niego wściekły chodziłem sam do klubu, ale spokojnie nie zaraziłem
ciała żadną wenerą. Dostałbym zakaz wychodzenia i zapewne jak tylko bym się
zjawił przykuliby mnie do łóżka – chociaż kusząca wizja jeśli chodzi o Ave.
Teraz jednak nie to było
ważne. On tam był, zabrał ją do swojego pokoju, uspał i zapewne teraz posuwa
jej ciało. Nie wiem, czy Ave był do tego zdolny, ale miał w sobie jakiegoś
demona, który tak się zachowywał. Gdy podszedł do lodówki chciałem podejść do
niego powoli, ale pieprzona podłoga skrzypnęła, a ten jak dziki tygrys na mnie
naskoczył. Czy rozumiałem swoją wściekłość? Oczywiście, że nie. Byłem
upośledzony na tle emocjonalnym. Nie rozumiałem nawet tego słowa. Zgrzytnąłem
irytująco zębami i rzuciłem gdzieś posążkiem rozpierniczając przy tym ścianę w
pokoju Innej.
— Co mi? Chyba, co
tobie? – warknąłem patrząc na niego wściekle. — Co to za ruda
szmata i co robi w naszym domu? Od kiedy przyprowadzamy kurwy do domu? –
czułem się jak wulkan – może powinienem jej też rozwalić łeb. Dawno nie
było w tym domu krwi – złapałem jego koszulę i patrzyłem zacięcie w
oczy. — Za mało uwagi mi ostatnio poświęcasz… – dodałem
szeptem, a mój wzrok padł na jego usta. Wykrzywiłem swoje w parszywym uśmiechu.
Problemy? Wściekły? Informował
mnie o swoim samopoczuciu, gdy ja kurwa nawet nie rozumiałem połowy pojęć
użytych przez niego. Zawsze to ignorowałem. Liczyło się to, że wszystko było po
mojej myśli. Siedziałem sobie grzecznie w tym cholernym, dziewczęcym ciele, a
on wkładał we mnie kutasa i chodził ze mną na piwo od czasu do czasu mordując ludzi
dla mafii i oczyszczając ten świat z szumowin. Uniosłem brew do góry, gdy szamotał
się w tym swoim amoku.
— O czym ty kurwa
pierdolisz? Kim ona jest, co tu robi i jakie kurwa problemy? I co jest ta wściekłość!?
– prychnąłem i minąłem go. Skoro wolał tę wywłokę to niech sobie woli. Poszedłem
do salonu i sięgnąłem po wódkę, a następnie nalałem mu kieliszek przyglądając
się mu uważnie.

Komentarze
Prześlij komentarz